piątek, 22 czerwca 2012

Róża z B612

Nie przyszedł. Siedzę dziś na naszej ławce sama. Wpatrzona w gwiazdy. Z nadzieją w sercu, że zaraz przybiegnie zdyszany i pocałuje mnie na przeprosiny. Z każdą kolejną minutą czuje, że to tylko pokorne błaganie. On nie przyjdzie. Nie ma co się oszukiwać. To ciepły letni wiatr otula moje ramiona. Jestem jak Róża z planety B612, jeśli wiesz co mam na myśli. Samotna, bezbronna, opuszczona. Czy nie jest to tak trochę na moje, własne życzenie? Czy nie byłam zbyt dumna, zarozumiała by dostrzec miłość w Jego oczach? By ją przyjąć? Czy nie zachowywałam się jak podła egoistka, wpatrzona tylko we własne potrzeby? Nawet jeśli tak było, to już tego nie zmienię. Nie da się cofnąć czasu. Na zawsze ponosimy odpowiedzialność za to, co oswoiliśmy (Antonie de Saint-Exupery, Mały Książe). A ja Go właśnie oswoiłam. Tchnęłam w Niego życie. Serce napełniłam nadzieją. Pokazałam, że świat może być pełen barw. Dziś, w tą samotną noc, bardzo za Nim tęsknie. W kąciku oka zamigotał mi łza. Gdzie jesteś mój Mały Książe, skoro nie ma Cię tu, przy mnie. Gdzie? 

Nie pozostaje mi nic innego jak tylko mieć nadzieję, że mając do wyboru milion praktycznie identycznych Róż, będzie nadal pragnął tej jedynej, która zapadła mu głęboko w serce. Mnie.

wtorek, 12 czerwca 2012

The most important

Jesteś. Już się bałam, że dziś nie przyjdziesz. Dlaczego? Sama nie wiem, coś tam w środku napawało mnie niepokojem. Cieszy mnie to, że znów się widzimy. Polubiłam te nasze rozmowy, schowane między zmierzchem a świtem. Żegnamy się w tym idealnie pięknym momencie gdy niebo jaśnieje i w swojej barwie nad horyzontem przypomina turkusowy ocean spokoju.

Czasem w ciągu dnia czuje się samotna. Tylko nocy wiatr jest w stanie zdjąć ten ciężar z moich ramion, otulając je spokojem. Mówisz, że mam wszystko. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo się mylisz. Żyjesz w błędzie. Czego nie mam? Pocałunku na dzień dobry. Ciepłych i bezpiecznych ramion na dobranoc. Śniadań z filiżanką przepysznej kawy gotowej po wyjściu z łazienki. Wieczornych rozmów z kubkiem gorącego kakao w dłoni. Roześmianych oczu. Najważniejszego. Cała reszta jest mało istotna. Czy sukces nie smakuje lepiej, gdy można go świętować we dwójkę? Czy nie łatwiej jest przełknąć gorycz porażki, gdy jest ktoś oddany obok nas? 

Czas już na mnie. Budzi się nowy dzień. Zapamiętaj: [...] samotność nie jest naszym przeznaczeniem, a samych siebie poznajemy tylko wtedy, kiedy możemy się przejrzeć w oczach innych ludzi. (Paulo Coelho, Czarownica z Portobello).

niedziela, 3 czerwca 2012

Tak ładnie razem wyglądacie

Przez przypadek natrafiłam na świetne ogłoszenie w Internecie. Brzmiało mniej więcej tak: 

Ponadprzeciętnie brzydki facet pozna niesamowicie piękną dziewczynę w celach irytowania ludzi dookoła tą dysproporcją, zaburzania harmonii świata i siania defetyzmu wśród wszystkich przystojnych i ładnych. 

Zainspirowało mnie. Wiesz, zaczęłam się zastanawiać jak to jest. Czy niesamowicie piękna dziewczyna albo niezwykle przystojny facet, może związać się tylko kimś równie atrakcyjnym? Pomyśl. To stereotyp. Młode pokolenie uważa się za ludzi wolnych od stereotypów, ale czy na pewno? Czasem czuję, że stereotypy rządzą naszym światem w większym stopniu, niż np. dwadzieścia lat temu. Tylko, że nikt głośno o tym nie mówi. Hipokryzja. Ostatnio, jedno z moich ulubionych słów. Wracając jednak do tematu. Strasznie mnie to męczy. Nie uważasz, że w związku dwojga ludzi powinno chodzić raczej o dopasowanie charakterów, dogadywanie się, dobre samopoczucie i radość ze wspólnie spędzanych chwil? Czy może jednak górę bierze wizualne dopasowanie? W dzisiejszym świecie, w którym panuje kult piękna niestety raczej to drugie. Kiedyś z ust mojej mamy padło stwierdzenie: Tak ładnie razem wyglądacie, gdy rozstawałam się z chłopakiem. Miała rację. Jednak co nam po tym wyglądzie jak nie potrafiliśmy dojść do porozumienia w istotnych dla nas, dla dalszego, wspólnego życia kwestiach. Przypomnij sobie mój ulubiony serial. Tak, Sex w Wielkim Mieście. Pamiętasz Charlotte? Jej pierwszy mąż, wyśniony książę z bajki, okazał się koszmarną pomyłką. A niski, łysy, mało atrakcyjny prawnik, jej drugi mąż – wielką miłością. Nie ważne było jak wyglądał, istotą było to kim był. Od razu przypomina mi się książka „Siedem pożarów Mademoiselle”. Tytułowa Mademoiselle, ponadprzeciętnie piękna, młoda kobieta. Mogłaby mieć każdego, a zakochała się w niskim, grubym i łysiejącym strażaku. Przezabawna historia z pudełkiem zapałek w tle. Nie ważne jest opakowanie, tylko to co jest w środku. Zapytam z ciekawości. Przesiadujesz ze mną na tej ławce, noc w noc, tylko dlatego, że jestem trochę atrakcyjna czy dlatego, że lubisz ze mną rozmawiać? Ponieważ, mam coś więcej do powiedzenia? No dalej, przyznaj się.